Dziecko we mnie
2010-02-03
Wszyscy mówią "ona jest dojrzała". Patrzą na mnie i widzą niespełna osiemnastolatkę, która tuż przed maturą dobrze wie co chce robić w przyszłości, która nie ma problemu z decyzją w kwestii studiów- co podobno jest dość rzadkie u ludzi w moim wieku. Widzą dziewczynę, która w sytuacjach kryzysowych działa bez wahania. Kogoś kto nie przepada za komercją, za filmami i muzyką uwielbianą przez większość nastolatków. Osobę, która nie gardzi teatrem czy operą.
Nikt nie widzi, że tak naprawdę jestem żałośnie infantylnym dzieckiem. Że boję się każdego kroku, na samą myśl o wyprowadzeniu się z domu ogarnia mnie nieokreślony lęk... Że wcale nie jestem pewna, czy moje marzenia są do spełnienia- osoba tak aspołeczna jak ja nie może być dobrym lekarzem... Że w sytuacjach kryzysowych działam tylko jeśli jest ktoś kto może wydawać mi polecenia- a później, kiedy napięcie znika, potrafię płakać godzinami. Że przez unikanie tego co podoba się moim rówieśnikom, wiecznie jestem sama...
Kiedy mówię, że jestem niedojrzała emocjonalnie, nie potrafię zaufać, albo raczej boję się tego, a jeśli przywiązuję się do kogoś to na 100%- bezkrytycznie i bezinteresowanie, słyszę "nie gadaj głupot"
Podobno warto krzyczeć o pomoc. Bo to podobno pomaga. Bo znajdzie się ktoś kto pomoże.
A ja w to wierzę Czasem łapię się na tym że patrzę na życie z naiwnością i ufnością dziecka. Że zatracam się w marzeniach. Może nie tak, jak 10 lat temu, kiedy wierzyłam, że kiedyś wyjdę za mąż za księcia z bajki, lub że pojawi się przy mnie Gilbert z "Ani z Zielonego Wzgórza" (w to wierzyłam szczególnie- miałam w klasie kolegę z którym rywalizowałam o pierwsze miejsce, który był bardzo przystojny i przezywał mnie ze względu na kolor włosów. Wypisz wymaluj historia Ani... Naiwne? wiem.. A ta radość, kiedy na dzień kobiet to właśnie on dał mi prezent...;) ) Teraz wierzę w to, że pewnego dnia w moim życiu pojawi się ktoś, kto mi pomoże. Ktoś, kto wejdzie w moje życie z butami i kopniakiem zmusi do wstania- tylko dlatego że będzie mu (jej?) na mnie zależało. Ale takie rzeczy się nie zdarzają. I chociaż to wiem, chociaż wiem że nikt nie uzna mnie za wartą zachodu- wciąż naiwnie w to wierzę... A rozczarowanie bardzo boli...
Podobno w każdym jest dziecko, tylko nie każdy potrafi je dopuścić do głosu. A ja chciałabym, żeby dziecko siedzące we mnie się wyniosło, razem z całą wrażliwością, naiwnością i ufnością, razem z nierealnymi marzeniami...
Chcesz rozbić taflę szkła, a ona się ugina... I tam są wszyscy, a na przeciw ty...
5
2010-01-26
Ktoś powiedział mi dzisiaj, że nie jestem powietrzem. Owszem. Zgadzam się z tym. Powietrze może i jest niewidoczne ale za to niezbędne do życia. Ja jestem raczej kamieniem. Takim małym, leżącym przy drodze. Przez większość czasu nikt mnie po prostu nie widzi, tak jakby mnie nie było. Od czasu do czasu natomiast ktoś mnie kopnie. Bo taki ma kaprys, albo też po prostu z jakiegoś powodu mnie zauważy i uzna że przeszkadzam...
Ból... Dzisiaj mam wrażenie że nie podołam. Czuję jakiś dziwny lęk, niepokój, nie mogę znaleźć sobie miejsca... Do matury podobno niecałe 100 dni zostało, a ja nawet nie mogę myśleć o nauce. Nie jestem w stanie się skupić. Ale znalazłam lepszy, ostrzejszy nóż, cięcia nim bolą dotkliwiej... To pomaga, mimo wszystko... Po dwóch dniach wagarów muszę w końcu wrócić do szkoły. Nie chcę tego. Nie dam rady pójść tam i uśmiechać się do ludzi, których nawet nie lubię. Udawać że wszystko jest ok...
To wszystko mnie totalnie wyczerpuje. Nie mam siły się podnieść. Nie wiem jak sobie dam radę jak ten stan nie minie... Po prostu nie wiem...
4
2010-01-22
Dziś Dzień Dziadka. Dokładnie 11 miesięcy temu odszedł do wieczności mój Dziadek. Drugiego nie pamiętam, nie żyje od 15 lat.
Dziadek... Człowiek z którym rozegrałam niezliczone partie szachów, pływałam po jeziorze wiosłówką, spacerowałam, rozmawiałam i czytałam Jego pamiętniki. Ktoś, kogo pamiętam jako wiecznie uśmiechniętego, trochę złośliwego ale serdecznego staruszka, z burzą siwych, rozwianych włosów. Zawsze w brązowych sztruksach i zielonym polarze, od święta w mundurze. Tęsknię za Nim, szczególnie że odszedł niespodziewanie, jego organizm nie poradził sobie ze złamaniem kości miednicznej. Miejsce w którym mieszkał, stary domek w małej wiosce nad jeziorem, ocieniony gałęziami lipy, którą własnoręcznie tam posadził, nie jest już takie samo. Wciąż jest tam moja babcia, ale... Zawsze Dziadek był dla mnie kimś ważniejszym- może to brzmi trochę niesprawiedliwie, ale tak było.
Chciałabym móc odwiedzić Jego grób, ale znajduje się on kilkaset kilometrów od mojego domu.
Zamiast tego pójdę na grób mojego drugiego Dziadka, tu, na miejscu i zapalę zniczę dla obojga...
Których nam nikt nie wynagrodzi i których nic nam nie zastąpi, lata wy straszne, lata wąskie jak dłonie śmierci w dniu narodzin. Powiedziałyście więcej nawet niż rudych burz ogromne wstęgi, jak ludzkie ręce złych demonów siejące w gruzach gorzką sławę. Wzięłyście nam, co najpiękniejsze, a zostawiły to, co z gromu, aby tym dziksze i smutniejsze serca - jak krzyż na pustym domu. Lata, o moje straszne lata, nauczyłyście wy nas wierzyć, i to był kostur nam na drogę, i z nim się resztę burz przemierzy. Których nam nikt nie wynagrodzi i których nic nam nie zastąpi, lata - ojczyzno złej młodości, trudnej starości dniu narodzin. Bogu podamy w końcu dłonie spalone skrzydłem antychrysta, i on zrozumie, że ta młodość w tej grozie jedna była czysta Krzysztof Kamil Baczyński
Ku pamięci Mojego Dziadka, który w czasie II Wojny Światowej, walczył w szeregach AK...
3
2010-01-20
Totalnie beznadziejnie. Moja matematyczka dzisiaj stwierdziła, że skoro w klasie jest tylko 7 czy tam 8 osób które zdają matematykę na podstawie (taak, chodzę do mat-fizu) to ona przestaje robić na lekcji zadania dla podstawy i skupimy się na rozszerzeniu. A "podstawa sobie poradzi". Naprawdę uroczo. No to mam murowaną 2 na koniec liceum. Bo jakoś między 3 a 4 zawsze się trzymałam, ale w momencie kiedy przestanie brać pod uwagę zadania z podstawy, to na wyżej niż 2 nie wyciągnę. Uwielbiam tą kobietę..
W ogóle, jakoś ostatnio ciągle zmęczona jestem. Mogłabym spać całą dobę. A tu nie ma czasu. Maturka niebawem... Ale nie mam złudzeń, na medycynę i tak się nie dostanę...
Cóż, właściwie nawet nie bardzo mam ochotę na mówienie czegoś. Pisanie. Robienie czegokolwiek. Ale muszę. Muszę się zabrać za chemię organiczną... I polski...
A jutro 3 matmy pod rząd. Gdybym 3 lata temu wiedziała, że będę chciała zdawać na maturce biologię i chemię, że fizyka w mojej szkole jest na tak beznadziejnym poziomie, że i tak będę musiała na korki chodzić przed maturą i że ta kretynka na matmie nam 3 miesiące przed końcem szkoły taką akcję zrobi, wybrałabym biol-chem. Ale nie wiedziałam, a matfizy są najlepszymi klasami. I teraz żałuję wyboru.. Nie dość, że ludzie niesympatyczni, to jeszcze nauczyciele mają chore wymagania... W sumie czego się dziwić po klasie, w której 17 osób miało świadectwo z wyróżnieniem na koniec 2 roku...
Widzę że zaczynam już pisać totalne pierdoły, tylko po to, żeby się nie uczyć chemii. Cóż. Trudno. Aldehydy i ketony czekają...
Poniedziałek
2010-01-18
Poniedziałek. Nie mogłam spać w nocy, zasnęłam nad ranem, ale za to tak mocno, że nie usłyszałam budzika i zaspałam. Cudowny poczatek tygodnia. Tak jak się spodziewałam- cięcia na nogach dały mi dzisiaj nieźle popalić.. Ale nawet mi to odpowiadało. Są takie dni, kiedy ból pomaga. Bo co zrobić osobie, której się nienawidzi? Skrzywdzić, zranić... Zauważyłam ostatnio, że czasem jest ze mną tak źle, że gdy nie mam pod ręką nożyka, biję się po twarzy, albo wbijam paznokcie w ręcę, w szyję... A dzisiaj jest źle. Zaczynam myśleć o rozmowie z rodzicami na temat pójścia do psychiatry... Ale moja matka zawsze twierdziła, że nie ma depresji, jest tylko moda na zły humor. Nie zrozumiałaby. Po za tym ma już wystarczająco dużo problemów. Nie chcę jej martwić.
Nie wiem o co chodzi niektórym ludziom. Nie widziałam się z klasą od czwartku, bo w piątek była studniówka na którą nie miałam ochoty iść. Dzisiaj przychodzę do szkoły i okazuje się, że ci nieliczni ludzie z którymi dobrze się dogaduję (dogadywałam?) zaczęli mnie unikać. Nie mam pojęcia w czym leży problem. Ale nie rusza mnie to. Jestem w klasie maturalnej, jeszcze 4 miesiące i po bólu- nigdy ich więcej nie zobaczę.
W mojej głowie totalny chaos. Już nie wiem sama o czym myślę.
Dotąd radziłam sobie sama, ale teraz... Wykopałam sobie zbyt głęboki dołek żebym z niego sama wyszła. A pomocy raczej nie znajdę..
Obserwator, to co mówisz jest właściwie pocieszające. Może mi też pewnego dnia zacznie się w życiu układać?
Wstęp
2010-01-17
Co powiedzieć? Ja. Samotna. Beznadziejna. Chora.
Z niezdiagnozowaną depresją.
Po co piszę?
Bo tego potrzebuję, bo nikt nie słyszy mojego krzyku o pomoc.
Nie szukam pomocy tutaj, chcę się jedynie wygadać...
Dzisiaj jest źle. Jest gorzej niż zwykle, modlę się do Boga, jeśli jest, żeby zatrzymał moje serce, bo nie mam siły i odwagi na tak drastyczny krok...
Patrzę na cieniutkie rany na prawym udzie, na sączącą się powoli krew.. Jutro, po kilku godzinach w szkole, ubrana w dżinsy, będę żałować, ale dzisiaj tego potrzebuję.
Powinnam iść spać, ale raczej szybko nie zasnę, kiepsko sypiam w takim stanie jak dzisiaj...
Będę leżeć, wpatrując się w sufit, lub ciemność za oknem i powtarzać sobie mantrę "nie myśleć".
A rano wstanę, niewyspana i nieprzygotowana do szkoły.
I dojdę do wniosku, że jestem żałosna, że nie zdam matury, nic w życiu nie osiągnę...
A najgorsze jest to, że jest to prawda...
***
Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów: Posągi moich marzeń strącam z piedestałów I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie...
A wprzód je depcę z żalu tak dzikim szaleństwem, Jak rzeźbiarz, co chciał zakląć w marmur Afrodytę, Widząc trud swój daremnym, marmury rozbite Depce, plącząc krzyk bólu z śmiechem i przekleństwem.
I jedna mi już tylko wiara pozostała: Że konieczność jest wszystkim, wola ludzka niczym - I jedno mi już tylko zostało pragnienie
Nirwany, w której istność pogrąża się cała W bezwładności, w omdleniu sennym, tajemniczym I nie czując przechodzi z wolna w nieistnienie.
Kazimierz Przerwa- Tetmajer
Wiersz, który opisuje moje uczucia...
|